środa, 8 lipca 2009

Zasady Etyki Piłkarskiej, Zasada honoru sportowego, cz. 18

Trzeba umieć wygrywać na boisku bez poniżania rywala, trzeba też umieć honorowo i przegrywać, bez poczucia krzywdy, niesprawiedliwości losu i żądzy pozasportowej pomsty (ZASADA HONORU SPORTOWEGO).

Honor to pojęcie ściśle związane z etyką, dotyczy zarówno moralności jak i obyczajowości ludzkiej. Mówi się o nim w skali jednostkowej jak również w masowej (np. honor danej społeczności, zamieszkującej określoną powierzchnię terytorialną. Postawy honorowe opierają się zazwyczaj na wyjątkowo silnym poczuciu własnej wartości oraz wiary w określone zasady moralne czy religijne. Naruszenie owych "zasad" wskutek osobistego załamania bądź działalności innych osób, jest odbierane jako dyshonor lub hańba. W wiekach wcześniejszych utrata honoru wiązała się z natychmiastową reakcją i bezwarunkowo wymagała zemsty. W dzisiejszych czasach zachowania tego typu obserwuje się rzadko, lecz bynajmniej nie doszło do ich całkowitego zaniku. W niektórych społecznościach (np. wśród różnych dzikich plemion) są one na porządku dziennym.

Nie wystarczy deklarować honoru, musi zostać potwierdzany na drodze weryfikacji zachowania jednostki bądź grupy w określonej sytuacji (najczęściej w momentach największego zagrożenia: wojny, wybuchu epidemii jakiejś choroby, etc.). Nie jest on zatem cechą immanentną, kształtuje się raczej wskutek narzucenia sobie konkretnych wartości i podporządkowaniu się im w sposób bezwarunkowy. Wypadki historyczne zdają się potwierdzać tezę, że któregoś dnia każdemu z nas przyjdzie zdać "praktyczny egzamin z honoru".

Honor może być pojmowany w sposób bardzo różny, niekiedy wręcz jego definicje jawią się jako zupełnie sprzeczne. Na przykład: uczciwy człowiek straciłby honor, gdyby dopuścił się kradzieży; w środowiskach złodziejskich, członkowie stawiają sobie za punkt honoru umiejętność okradzenia każdego, niezależnie od wynikających z tego trudności.

Kabaret Moralnego Niepokoju, Drzwi


Od zarania dziejów, mianem "ludzi honorowych" określa się rycerzy i wojowników (dzisiejszych żołnierzy), natomiast za "pozbawionych honoru" uznaje się oszustów, donosicieli i lichwiarzy. Chęć obrony własnej godności jest jedną z elementarnych cech człowieka posiadającego swój honor.

W historii i literaturze naszego kraju honor jest najczęściej utożsamiany z bohaterstwem i patriotyzmem. Kształtuje się na drodze określonych zachowań:
• umiejętności przyznania się do własnego błędu;
• dotrzymywania danej obietnicy;
• gotowości do obrony podwładnych;
• dążenia do jak najszybszego zwrotu zaciągniętego długu;
• gotowość do bezinteresownej pomocy osobom potrzebującym.

Przeciwieństwem dla nich są poczynania uznawane powszechnie za niehonorowe, np.:
• działania mające na celu oszukanie innego człowieka;
• niechęć do pomocy i uchylanie się od własnych obowiązków;
• podburzanie ludzi przeciwko sobie;
• znęcanie się (psychiczne bądź fizyczne) nad osobą poszkodowaną;
• oportunizm (czyli weryfikowanie osobistych poglądów przez wzgląd na daną sytuację);
• czytanie cudzej korespondencji i rozporządzanie własnością innych ludzi;
• okradanie dzieci.

Według współczesnych antropologów kultury, społeczeństwa żyjące na Ziemi można podzielić na funkcjonujące w oparciu o tzw. kodeks honorowy lub kodeks prawny. Pierwsze opierają się na pierwotnie wypracowanym pojęciu honoru jako substytutu prawa. Z powodu braku jednolitego systemu władzy państwowej i sądowniczej najbardziej racjonalnym zachowaniem stało się przestrzeganie "zasad honoru". Takie zjawisko jest charakterystyczne przede wszystkim wśród ludów koczowniczych (np. Eskimosi).

Drugie stanowią społeczności cywilizowane, posiadające jasno określone założenia prawne i zasady państwowe, które odzwierciedlają się w codziennym funkcjonowaniu wszystkich członków.

Za jedno z najbardziej znamienitych "honorowych zachowań" uchodzi zrezygnowanie z osobistych celów na rzecz ugody z drugim człowiekiem bądź potrzeb ogółu .

Przykładami takiego postępowania jest:
• rozwód małżonków na podstawie orzeczenia o "wspólnej winie";
• gotowość do poparcia przeciwnika, jeżeli będzie to równoznaczne z działalnością dla dobra ojczyzny.

Honor okazuje się rzeczą niezwykle ważną w kontaktach międzynarodowych. W takim ujęciu jest w zasadzie równoznaczny z dumą narodową. Zawsze gdy spotyka się z szacunkiem ze strony "sąsiadów", służy budowaniu więzi na skalę światową i umacnianiu zbiorowej tożsamości. Jeżeli natomiast zostanie urażony na forum zgromadzenia, bywa przyczyną dramatycznych sporów międzypaństwowych, których konsekwencjami zazwyczaj są wojny. Chciałbym podkreślić fakt, że działa tutaj ten sam mechanizm co w przypadku relacji między dwojgiem ludzi - jeżeli rozmówcy nie będą mieli dla siebie wystarczającego szacunku, dojdzie do sporu, który może doprowadzić do tragicznego finału.

Artykuł można znaleźć Tutaj

środa, 1 lipca 2009

Zasady Etyki Piłkarskiej, Zasada bezwzględności norm, cz. 17

Jeśli w ferworze walki popełni się wykroczenie, należy z pokorą przyjąć regulaminową karę. Wykluczyć należy jakiekolwiek faule taktyczne, jako niezgodne z duchem sportu, który nie dopuszcza relatywizmu etycznego typu "cel uświęca środki" (ZASADA BEZWZGLĘDNOŚCI NORM).

Machiawelli formułując obiegową już tezę nie przypuszczał chyba, jak wiele nadużyć i podłości zostanie usprawiedliwionych nadrzędnym dobrem celu, który wytyczy sobie decydent.

Według mnie granica postępowania każdego człowieka jest ściśle określona i wyznaczona, dzięki normom kodeksu moralnego. Takie etyczne, osobiste zasady zależą od wychowania człowieka. Wpływ na nie mogą mieć zasady religijne, normy prawne czy kodeks honorowy. Istotny jest też cel do którego dążymy, jego wartość obiektywna, odniesienie do pragnień innych ludzi i wartości przez nas wyznawanych.

Wielu ludzi przekroczyło granicę swojej moralności i według mnie poniosło zasłużoną karę. Bezwzględną granicą w dążeniu do własnego celu powinno być dobro drugiego człowieka. Moja przyjemność powinna kończyć się tam, gdzie zaczyna się przykrość bliźniego. W praktyce nie zawsze bywa to takie proste. Kreowany na pozytywnego bohatera – banita z Sherwood – Robin Hood krzywdził bogatych zabierając im mienie. Rozdawał jednak zrabowane pieniądz ubogim. Postawił sobie jednak granicę - nie odbierał swym ofiarom życia.

Nie miał żadnych zahamowań Adolf Hitler – człowiek, który pragnął podbić świat i urządzić go według własnej wizji. Wizja podbitej Europy, unicestwionych narodów, zniszczonej kultury nie germańskiej była wynikiem chorej wyobraźni człowieka, który nie posiadał żadnych norm, nie stawiał sobie żadnych granic, choć miał czelność twierdzić w przemówieniach do narodu niemieckiego, że „Bóg z nami”. Sprawiedliwość dziejowa i solidarność narodów Europy postawiła tamę nazizmowi.

Dla przyszłych pokoleń stanowiło to lekcję, jak należy interpretować hasło „Cel uświęca środki”.

Kabaret Moralnego Niepokoju, Gastronomia


Przeciwwagę dla takiej postawy w dążeniu do haniebnych celów jest postawa tych, którzy nie wahali się ryzykować własnego życia dla wykazania prawdy, że nadrzędną wartością jest dobro bezwzględne. Mam na myśli tych wszystkich, którzy nie bacząc na śmiertelne niebezpieczeństwo ukrywali w swych domach żydów, cyganów czy uciekinierów z obozów koncentracyjnych. Oni zyskali miano „Sprawiedliwych wśród narodów świata”. Moralnym i etycznym wartościom nie podporządkowanym doraźnym celom służyła postawa ojca Kolbe. Cóż natomiast powiedzieć o postępku literackiej postaci Konrada Wallenroda? Czy miłość do Ojczyzny może tłumaczyć zdradę rycerskiego honoru i kroki prowadzące do potępienia i nienawiści?

Jestem przekonany, że bezwzględne dążenie do wartości i celów nie jest godne polecenia. Istnieje przecież dobro, godność, moralność, miłość i przyjaźń na podstawie których należy budować swoje życie. Myślę, że szlachetniej jest odstąpić od swoich planów, niż podążać do nich niszcząc swych bliźnich i ich cele.

Każdy jednak powinien sam odnaleźć normy, które potraktuje jako fundamentalne i przyjmie je jako podstawę każdego swojego postępowania.

Myślę, że lekcje historii, które poznajemy pozwalają wszystkim dokładnie zrozumieć, że Machiawelizm jest drogą fałszywą.

Artykuł można znaleźć Tutaj

poniedziałek, 22 czerwca 2009

Zasady Etyki Piłkarskiej, Zasada pracowitości, cz. 16

Każdy musi pamiętać, że własna praca, zaangażowanie i obowiązkowość tworzą nie tylko osobistą pozycję, ale i poziom drużyny, klubu oraz kraju. Dotyczy to zarówno piłkarzy, jak i szkoleniowców, którzy są zobowiązani do stałego doskonalenia swego warsztatu (ZASADA SYSTEMATYCZNEJ PRACOWITOŚCI).

Wychowanie do pracowitości
Polecenie, by człowiek solidnie pracował, znajdujemy na samym początku Biblii. Księga Rodzaju konkretyzuje to polecenie w nakazie Stwórcy, byśmy czynili sobie ziemię poddaną (por. Rdz 1, 28). Pracowitość jest nie tylko wyrazem miłości do innych ludzi, ale też do samego siebie. Aktywność i wysiłek jest nie tylko sposobem na czynienie sobie ziemi poddanej. Jest także warunkiem osobistego rozwoju. Pracowitość wiąże się z miłością nie tylko w tym znaczeniu, że jest jej potwierdzeniem, ale też w tym znaczeniu, że bez miłości praca wydaje się nieznośnym ciężarem. Ci, którzy mało kochają, mało też pracują. Ci, którzy starają się pracować mimo tego, że nie kochają, czynią to z błędnych motywów (np. z chęci zrobienia kariery czy jedynie dla zdobycia pieniędzy) i nie rozwijają się, lecz popadają w uzależnienie od pracy (pracoholizm) albo szybko się zniechęcają.

Trudno jest się uwolnić od lenistwa i dlatego z tym większą stanowczością warto troszczyć się o wychowanie do pracowitości już od wczesnego dzieciństwa. Roztropni rodzice nie tylko kochają i wspierają swoje dzieci, ale też stawiają im konieczne wymagania oraz wyznaczają im obowiązki proporcjonalne do wieku i możliwości. Wychowanie to nie tylko wprowadzanie w świat mądrości i miłości, ale to także ukazywanie sensu ludzkiej pracy oraz uczenie twórczego, radosnego zaangażowania. Pracowitość to nie bolesna konieczność, ale to dar z siebie i sposób bycia dla innych. To włączanie się w Boże dzieło stworzenia.

Kabaret Moralnego Niepokoju, Na ryby


Praca nad własnym charakterem
Najważniejszym i najbardziej błogosławionym wymiarem pracy człowieka jest jego praca nad własnym charakterem, nad dorastaniem do miłości. Ten wymiar pracy jest szczególnie ważny w kontekście dominującej obecnie kultury ponowoczesności, która promuje fałszywy obraz człowieka jako kogoś tak doskonałego, że może „żyć na luzie” i „robić, co chce”. Gdyby naprawdę istniał człowiek aż tak doskonały, to rzeczywiście ktoś taki nie potrzebowałby czujności i dyscypliny. Jednak tego typu wizja człowieka jest ideologicznym mitem, a ten, kto ulega temu mitowi, staje się egoistycznym indywidualistą, który usiłuje żyć kosztem innych ludzi, gdyż sam nie zdolny jest do pracy i wysiłku. Dojrzały chrześcijanin jest kimś bogatym w miłość i szlachetność, gdyż dzięki swej pracowitości sprawia, że codzienność staje się dla niego szkołą bogatego człowieczeństwa na podobieństwo człowieczeństwa Jezusa Chrystusa.

Więcej można przeczytać Tutaj

sobota, 13 czerwca 2009

Zasady Etyki Piłkarskiej, Zasada solidarności, cz. 15

Zarówno zawodnicy jak i szkoleniowcy muszą zachowywać środowiskową solidarność, nie godząc się nigdy na zdobywanie awansów i robienie kariery kosztem swych kolegów z boiska i ławy trenerskiej (ZASADA SOLIDARNOŚCI)

Solidarność – to gotowość do pomocy, poświęcenia i wsparcia oraz poczucie współodpowiedzialności w obliczu czyjejś potrzeby, problemu lub nieszczęścia. To także dzielenie się obowiązkami i obciążeniami. Solidarny to znaczy – będący wyrazem wspólnoty, współodpowiedzialności, mający wspólny cel, zgodny, jednomyślny. Na solidarność składają się: życzliwość, współczucie, odpowiedzialność, poczucie wspólnoty, poświęcenie, jednomyślność, dzielenie się, przyzwoitość, szlachetność oraz reagowanie wsparciem i pomocą na cudze potrzeby w kłopotach lub nieszczęściu bez oczekiwania wzajemności. Krótko mówiąc – solidarność to pomoc ze szlachetnych pobudek.

Artykuł mozhna przeczytac Tutaj

Kabaret Moralnego Niepokoju, Historia Polski: Szopen w Paryżu

poniedziałek, 8 czerwca 2009

Zasady Etyki Piłkarskiej, Zasada koleżeństwa, cz. 14.

Piłkarze winni być koleżeńscy poza boiskiem i podczas gry, okazywanym zaufaniem do partnerów wzmacniając ich poczucie własnej wartości i przyczyniając się tym samym do zwiększania siły i wartości zespołu. Konflikty i zawiści muszą pozostać poza futbolem (ZASADA KOLEŻEŃSTWA).

10 Zasad dobrego koleżeństwa
1. Nie wypowiadaj na głos wszystkiego, co Ci przyjdzie do głowy. Zwróć uwagę na to, jak mówisz, bo jest to często ważniejsze od tego, co mówisz.
2. Jeśli coś obiecujesz - obiecuj ostrożnie i zawsze dotrzymuj swoich obietnic, bo jest to podstawą zaufania i przyjaźni.
3. Bądź uprzejmy. Jeśli masz do powiedzenia coś miłego - zawsze to powiedz. Pochwal czyjąś pracę, doceń czyjeś starania, zauważ zmianę na lepsze. Nie przesadzaj - bądź w tym naturalny.
4. Okazuj swoim koleżankom swoje przyjazne zainteresowanie; niech każdy w Twojej obecności czuje, że jest dla Ciebie ważny, ale nie narzucaj się.
5. Bądź pogodny; jeśli jest okazja - uśmiechaj się do ludzi.
6. Staraj się słuchać, a słuchając patrz na tego, kto do Ciebie mówi; nie wtrącaj się "nie na temat", ale daj znać, że słuchasz - np. kiwając głową, mówiąc "aha", zadając drobne pytania.
7. Pozwól innym mieć swoje zdanie.
8. Jeśli nie odpowiada Ci czyjeś towarzystwo, to po prostu go unikaj, zamiast wdawać się w kłótnie, wyśmiewać czy obmawiać.
9. Jeśli komuś nie odpowiada Twoje towarzystwo - nie narzucaj się.
10. Nie mów komuś tego, czego sam nie chciałbyś usłyszeć o sobie.

Więcej przeczytasz Tutaj

Kabaret Moralnego Niepokoju, Wyprawa na Rysy

środa, 3 czerwca 2009

Zasady Etyki Piłkarskiej, Zasada lojalności, cz. 13

Piłkarze i szkoleniowcy winni być zdyscyplinowani i wierni podjętym zobowiązaniom wobec kraju, który reprezentują, klubu, kolegów i środowiska (ZASADA LOJALNOŚCI).

Czy i dlaczego należy zawsze mówić prawdę?

Mówienie prawdy – temat, który od dawna nie opuszcza moich myśli. Przynajmniej od kilku miesięcy zastanawiam się nad kwestią, czy prawdę należy mówić zawsze, czy może istnieją pewne wyjątkowe sytuacje, w których na kłamstwo można sobie pozwolić, lub nawet jest ono uzasadnione. Myślę, że nie wyrobiłem sobie jeszcze dokładnego poglądu na ten temat, postaram się jednak jak najlepiej przedstawić moje obecne zdanie.

Zastanawiałem się nad znaczeniem prawdy w relacjach między ludźmi. W rodzinie, małżeństwie, przyjaźni, czy zwykłym „kumpelskim” gronie. Zacznę od tego ostatniego, ponieważ uważam, że w tej grupie „reguła prawdy” jest najluźniejsza. Wśród kolegów, a więc osób, które są jedynie towarzyszami naszej pracy, nauki, których „tylko” lubimy, szczerość nie jest aż taka istotna. O niektórych rzeczach można po prostu nie wspominać, a to, że czasem ktoś „gra” kogoś innego, może umacniać jego pozycję w grupie i niekoniecznie musi to być złe. Może to być pewien sposób na samodoskonalenie. Zacząć zachowywać się nie tak jak dyktują nam przyzwyczajenia, ale tak, jak chcielibyśmy się zachowywać. Byle to jednak była zmiana na lepsze. Sprawa jest o tyle skomplikowana, że wszystko to zależy od tego jacy są to koledzy. Dla porównania: zgrana grupa harcerzy, kolegów z jednego zastępu, czy może osiedlowa paczka „typów spod ciemnej gwiazdy”. W drugim przypadku nie można raczej oczekiwać, że ktoś będzie się tam starał pokazywać z lepszej strony, ponieważ są to ludzie, których życiowym celem (o ile takowy posiadają) na pewno nie jest samodoskonalenie. Ponadto w tego typu grupach pojęcia „dobro” i „zło” mają zwykle własne subiektywne znaczenie, niekoniecznie zbieżne z przyjętymi normami społecznymi.

Kabaret Moralnego Niepokoju, Konsument (Zegarek).


Ogółem można powiedzieć, że uznanie za dopuszczalne, kreowania siebie czy okłamywania innych w przypadku takich relacji jak grupa kolegów zależy od tego, co ta fałszywość ma celu. Do czego dąży. Jeśli chodzi o dobro grupy, czy któregoś z jej członków (pod warunkiem, że nie naruszałoby to dobra grupy) w takiej sytuacji myślę, że pewna nieszczerość nie ponosi za sobą negatywnych konsekwencji, jeżeli nie brać pod uwagę grzechu. Gdyby jednak te kłamstwa miały świadczyć o braku lojalności wobec grupy, szkodzeniu zarówno całej grupie jak i poszczególnym jej członkom, wtedy nie powinno ono występować. Grupa koleżeńska nie raczej taką, w której występują jakieś wielkie uczucia. Jakkolwiek jednak będzie, każda grupa wymaga, albo przynajmniej powinna wymagać od swoich członków tego, aby dbali o dobro relacji między nimi. W tej grupie, w której jak wspomniałem większe uczucia i głębsze kontakty nie występują, raczej nikt nie wnika w to i nie zamartwia się tym, że któreś z członków grupy mogło akurat skłamać, bądź mówić nie do końca prawdę. W gronie kolegów nie występują zasadniczo powiązania takiej wagi, aby drobne uchybienia w prawdomówności mogły wywierać nań niekorzystny wpływ.

Więcej przeczytać można Tutaj

niedziela, 31 maja 2009

1 czerwca to symboliczna data: Dzień Dziecka!

W wielu krajach na całym świecie ten dzień ma szczególną wymowę stając się autentycznym świętem dzieci. Większość rodziców stara się w tym dniu znaleźć dla swoich pociech więcej czasu, okazać im więcej miłości, obdarować wymarzonymi prezentami.

Choć przez chwilę próbujemy spojrzeć na świat z perspektywy naszych dzieci, ich wartości i potrzeb. Jednak dla bardzo wielu polskich dzieci ten dzień może niczym nie różnić się od pozostałych, być tak samo smutnym a czasem strasznym, jak wiele innych dni w roku. Pełen lęku i bezradności, kiedy pijany tatuś albo mama wszczynają kolejną domową awanturę. Przemoc i agresja, które im towarzyszą, bardzo często związana z uzależnieniem od alkoholu lub jego nadużywaniem, a także dość powszechna obojętność ze strony sąsiadów prowadzą do prawdziwych dramatów, a czasem śmierci bezbronnych, skatowanych maluchów. Jak wynika z szacunków ekspertów zdrowia publicznego ponad 2 miliony dzieci w Polsce żyje w rodzinach z problemami alkoholowymi. Chroniczne napięcie i stres, w którym na co dzień zmuszone są funkcjonować, różne traumatyczne doświadczenia związane z przemocą, w tym także seksualną, powodują głębokie destrukcyjne zmiany w ich psychice, poczucie winy, lęk i wstyd. Świat, w którym żyją nie zaspokaja ich podstawowych potrzeb, nie uczy czym jest miłość, szacunek czy tolerancja.

W Dniu Dziecka w szczególny sposób winniśmy pamiętać także o tych dzieciach, które zamiast prezentu, mogą spodziewać się od swoich bliskich raczej cierpienia i bólu. Czy możemy coś zrobić aby ten dzień wyglądał inaczej? Jednym z podstawowych czynników współodpowiedzialnych za ten stan rzeczy jest nadużywanie alkoholu. Dlatego jednym z najbardziej wartościowych prezentów, jakie wielu rodziców mogłoby w tym dniu ofiarować swoim dzieciom jest trzeźwa wspólna zabawa, spacer lub rozmowa.

Cały artykuł mozna znaleźć na stronie www.csr.org.pl

Dorienne, Nie pij tato


Nie pij tato (tekst piosenki)
Zostań, zaplątałam skrzydła w śpiew.
Zostań, brzegiem dźwięku tańczyć chcę
Pozwól, że zasnę w tym akcie wśród świec
Nie chcę sie budzić półgłosem przez gniew

Tato nie pij pójdź już spać,
Zostaw mame zostaw nas,
Wyproś gości późno już, niech idą
Chciałabym mieć kiedyś psa,
Który będzie bronił nas,
chciałabym pójść kiedyś spać, w ciszy

Ślepcze, za poczciwym sercem stań
W nocy przeprowadze Cię przez las
Założę ci maske nie pozna Cie nikt
Póżniej się schowam mów prawdę bóg z nim

Tato nie pij pójdź już spać,
Zostaw mame zostaw nas,
Wyproś gości późno już, niech idą
Chciałabym mieć kiedyś psa,
Który będzie bronił nas,
chciałabym pójść kiedyś spaś, w ciszy
...
Tato przytul nas choć raz
Powiedz nam że Kochasz nas
Chciałabym pójść kiedyś spać, w ciszy
czy to ja wam niszcze świat??
Ja mam swój gdy nie ma was
Tato ja mam osiem lat
Kocham

sobota, 23 maja 2009

Zasady Etyki Piłkarskiej, Zasada godności, cz. 12

Na każdym szczeblu piłkarskiej drabiny - od dziecięcych zespołów po profesjonalny wyczyn - obowiązywać musi poszanowanie godności ludzkiej, z odrzuceniem dyskryminacji ze względu na rasę, wyznanie, narodowość i stan majątkowy (ZASADA GODNOŚCI).

Godność człowieka trudno jednoznacznie określić i zdefiniować. Wszak może odnosić się ona do bardzo różnych rzeczy i zjawisk. Niemniej zawsze z nią związana jest świadomość własnej wartości. Poza tym takie czynniki jak szacunek, honor. W głównej mierze jednak zależy ona od głoszonego i praktykowanego systemu wartości. Każdy może rozumieć ją trochę inaczej. Ostatecznie co byśmy nie powiedzieli, zawsze warto zachować własną godność. Jednak bywają takie sytuacje, że jest to szczególnie trudne. Przekonuje nas o tym chociażby literatura wojenne. Zobaczymy jak ta sprawa wygląda w konkretnych sytuacjach i spróbujemy odpowiedzieć na pytanie, na ile można kierować swoim postępowaniem. Udowodnię, że nawet w skrajnych warunkach należy zachować godność. Bowiem jest to najcenniejsza rzecz, którą człowiek posiada i powinien ją bronić aż do samego końca.

W czasie II wojny światowej naziści chcieli zniszczyć ludzką godność. Pisze o tym Zofia Nałkowska i Tadeusz Borowski. Wymienieni autorzy bardzo dobrze poznali ówczesne warunki życia, więc też mogli wiele na ten temat powiedzieć. Borowski sam był więźniem obozu. Jak się okazało, byli wówczas ludzie, którzy zdołali przetrwać najgorsze cierpienia i nie załamali się. Oni nawet przed krematoryjnym piecem nie chcieli rezygnować z wartości, bo wtedy nie różniliby się od swoich oprawców. Dla nich sprawą zasadniczą był ich honor i nawet w skrajnie niesprzyjających warunkach bronili go do upadłego. Męczeni, traktowani nieludzko trwali przy swoich szczytnych ideach. To właśnie miłość, albo nadzieja pozwalała im przeżyć czas wojny i zatrzymać godność. Z książek wspomnianych autorów dowiadujemy się, że człowiek fizycznie niszczony, może karmić się myślami, a jego uczucia mogą podtrzymywać go na duchu. Co więcej, ci którzy utracili poczucie znacznie szybciej ginęli, bo nie mieli sił do walki o każdy dzień życia.

Kabaret Moralnego Niepokoju, Święty Ryszard


Czasami jednak za godne zachowania trzeba płacić straszliwa cenę. Tak było w przypadku tytułowej bohaterki opowiadania Hanny Krall "Poli". W czasach straszliwego ludobójstwa potrafiła z wielką odwagą ukryć wielu Żydów. Jednak wiadomość o tym szybko dotarła do Niemców, a hitlerowcy zabili nie tylko ją, ale również ukrywających się ludzi. Zapłaciła śmiercią za trwanie przy własnych wartościach. Mogła postąpić inaczej, tak chociażby jak jej ojciec. Ten w trakcie przeszukiwania mieszkania i przesłuchania stchórzył. Miał możliwość uratowania własnego dziecka, ale wymagało to własnego poświęcenia, a na to się nie zdecydował. Ostatecznie Niemcy zabili jego córkę, a fakt ten nie pozwolił mu spokojnie funkcjonować. Wyrzuty sumienia tak bardzo go dręczyły, że doprowadziły w końcu do jego śmierci. Tym samym okazuje się, że nie warto tracić własnego honoru, byle tylko zatrzymać swoje życie. Bowiem znacznie ważniejsze jest zachowanie godności. Bez niej i tak nie da się dalej żyć, o czym przekonał się ojciec Poli.

Na podstawie przytoczonych przykładów można potwierdzić, że zachowanie godności jest możliwe w każdych okolicznościach, bo zależy ono od myśli i uczuć danego człowieka. Wobec tego decydujący jest posiadany system wartości oraz to, czy realizuje się go i przestrzega w codziennym życiu. Honor pozwala nam przetrwać najtrudniejsze chwile i co więcej daje nam siły do wytężonej walki po stronie dobra. Jednak nie jest łatwo się poświęcać, to wymaga prawdziwego hartu ducha. Niestety, nie wiemy, jaką postawę my byśmy wybrali w przytoczonych sytuacjach. Wszak, jak słusznie mówi Wisława Szymborska: "Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono". Tak wiec tylko w godzinie próby przekonamy się, kim naprawdę jesteśmy.

Artykuł można znaleźć na stronie: www.bryk.pl

poniedziałek, 11 maja 2009

Zasady Etyki Piłkarskiej, Zasada uczciwości, cz. 11

Działacze, sponsorzy i opiekunowie drużyn nie mogą nigdy i pod żadnym pozorem żądać od piłkarzy i szkoleniowców zachowań niezgodnych z etyką sportową. Dotyczy to zarówno stosowania środków dopingujących, jak i kupczenia wynikami. Sportowcy powinni solidarnie odmawiać poleceń lub życzeń, które godzą w ich honor i czystość reguł gry (ZASADA UCZCIWOŚCI)

Polska mistrzem świata w zbiorowej hipokryzji
Coraz mniej entuzjastycznie oceniamy demokrację, coraz bardziej jesteśmy rozczarowani parlamentem i partiami politycznymi. I co gorsze coraz mniej ufamy sobie nawzajem – opowiada w wywiadzie udzielonym Wirtualnej Polsce socjolog dr hab. Anna Giza-Poleszczuk.

Weszliśmy w rok 1990 z bardzo mocno skrzywionymi kręgosłupami moralnymi i o tym się bardzo wiele mówiło. Nie jest to kwestią tego, że Polacy są bardzo złymi ludźmi, ile tego, że mieliśmy nawyki i pewne przeświadczenia z poprzedniej epoki. Postępowano według zasady prywatyzowania świata społecznego i dóbr publicznych. Duże społeczeństwo, które jest złożone z grup rakowych, gdzie każda próbuje żerować na instytucjach i innych grupach, nie jest społeczeństwem efektywnym, gdyż nie dochodzi do kontaktów i wymiany pomiędzy istniejącymi zbiorowościami. Nie sposób zbudować w takim społeczeństwie struktury wzajemnego zaufania.

Zdaniem psychologów nie ma czegoś takiego, jak wrodzona tendencja do ufania, gdyż jest to nawyk, który wyrabiamy sobie w konkretnym środowisku społecznym. W okres bardzo burzliwych zmian w Polsce, czyli niestabilności instytucji weszliśmy bardzo okaleczeni. Mieliśmy również ogromne zasoby nadziei i dobrej woli, ponieważ po wielu latach Polacy mieli poczucie, że odzyskali własny kraj i instytucje. Powszechne było poczucie, ze powstanie państwo subsydialne, które pomaga swoim obywatelom, a nie utrzymuje w ryzach, izolacji i niewiedzy.

Kabaret Moralnego Niepokoju, Obgadywanie


Od dawna wiadomo, że w istocie rzeczy zaufanie, lojalność, dotrzymywanie zobowiązań są rzeczami niezwykle produktywnymi. Wspólnota, w której te cnoty są na wysokim poziomie znacznie lepiej prosperuje, niż zbiorowość, w której ludzie patrzą na siebie nieufnie, czy boją się nawiązać relacje. Najprościej można powiedzieć, że kapitał społeczny to cnoty moralne, ale oczywiście te cnoty nie biorą się znikąd. Jest to rzecz, która się kształtuje w pewnego rodzaju doświadczeniu czy treningu. Zaufania, lojalności, wdzięczności i wierności uczymy się tak samo, jak czytać i pisać, bo nie jest to nic wrodzonego. I tak jak od siedzenia w krzywych ławkach mamy krzywe kręgosłupy, tak od wadliwego środowiska społecznego uczymy się nieufności, wycofywania i działania w imię własnego interesu.

Czym jest kapitał społeczny?
Wyobraźmy sobie, że jest niewielkie osiedle, na którym nie ma placu zabaw dla dzieci. Mieszkańcy z tego powodu cierpią, więc spółdzielnia mieszkaniowa postanawia przekazać im w użytkowanie kawałek terenu. Wystarczyłoby, by mieszkańcy zrzucili się solidarnie po 15-20 zł, aby plac zabaw dla dzieci mógł powstać. Właśnie wtedy zaczyna się problem, bo każdy mieszkaniec sobie myśli "ale jaką mam gwarancję, że inni dadzą te 15 czy 20 zł? Ja dam, inni nie dadzą i wyjdę na frajera. Sfinansuję innym złym ludziom placyk zabaw dla dzieci, a przecież potem nie będę tam stał i go pilnował".

Jest to typ rozumowania, w którym pojawia się niepewność, co do tego czy inni zachowają się solidarnie, czy poniosą równe koszty. Może się pojawić również inny motyw, na przykład: moje dzieci są już duże albo ja nie mam dzieci, więc dlaczego miałbym się zrzucać. To nic, że jest to tylko 15 złotych, ale chodzi o pewne zasady czy przekonanie. Powstaje paradoks, bo gdybyśmy zapytali każdego z mieszkańców czy chciałby mieszkać na osiedlu z placem zabaw, to odpowiedziałby tak, ale gdy przychodzi do działania, to nagle pojawiają się wątpliwości. Jest to sytuacja, w której każdy wie jak należy postąpić, ale rzadko kto właściwie postępuje, bo nie ufa innym.

W tym kontekście łatwiej można zrozumieć czym jest kapitał społeczny, bo jest to pewność i zaufanie, jakie można mieć w stosunku do innych ludzi, wiedząc że zachowają się zgodnie z przyjętymi normami, solidarnie i będą przestrzegać reguł. Gdyby mieszkańcy osiedla ufali sobie nawzajem, to cały problem wątpliwości w ogóle by się nie pojawił. Każde współdziałanie społeczne wymaga jakiegoś stopnia zaufania, przestrzegania norm i stabilności reguł, chyba że chcemy przy każdym postawić policjanta i zmuszać do tego.

Zgoda buduje, niezgoda rujnuje
Bardzo ważne w kształtowaniu kapitału społecznego są doświadczenia, przez które ludzie przechodzą. Zależą one od skuteczności egzekucji przestrzegania pewnych norm, zarówno w wymiarze prawnym i instytucjonalnym, jak i zwykłej kontroli społecznej. Bez tego ludzie nie mogą nauczyć się dobrych odruchów czy zachowań, albo wręcz się ich oduczają.

Ważnym warunkiem jest to, aby reguły i zasady były przejrzyste i stabilne. By było jasne, jaka na przykład jest reguła zbierania pieniędzy na plac zabaw, żeby było wiadomo jak człowiek, który pieniądze zbierał potem je wydawał. Tylko w takim środowisku można nauczyć się zaufania i nabrać przekonania, że współdziałanie z innym ludźmi przynosi korzyści, a nie jest niebezpieczne. Z jednej strony ważne są sprawne instytucje, które pilnują wywiązywania się z kontraktów, zobowiązań i tego, by ludzie się solidarnie zrzucali na dobra publiczne.

Kabaret Moralnego Niepokoju, Wizyta sąsiada


To, co było charakterystyczne dla Polski w 1989 roku i co było efektem wieloletniego treningu, to więzi i kapitał społeczny na bardzo wysokim poziomie, ale tylko w małych, zamkniętych społecznościach ludzi, którzy się znali. Właśnie dlatego, że instytucje były kompletnie nieprawdziwe, nieskuteczne i fałszywe. Instytucjom się nie ufało i każdy miał poczucie, że nigdy nie dojdzie sprawiedliwości. W zasadzie Polska socjalistyczna była federacją małych grup. Ludzie gdzieś się grupowali, tam budowali swoją reputację, tworzyli relacje i mogli sobie wzajemnie ufać. Było to społeczeństwo drugiego obiegu, gdzie kapitał społeczny był sfamiliaryzowany i mówi się nawet, że był to brudny kapitał społeczny. Powodował on, że społeczeństwo rozpadało się na nie komunikujące się ze sobą grupy.

Spadek zaufania po 1989 roku
Patrząc na kapitał społeczny i jego zmiany w ciągu ostatnich 20 lat, to z przykrością trzeba stwierdzić, że niewiele się zmieniło. Pomiary uogólnionego kapitału zaufania w Polsce pokazują, że jest on bardzo niski. W dalszym ciągu Polska jest bardzo sprywatyzowanym społeczeństwem pozamykanym w osobne grupy i coraz bardziej zamykającym się, czego przykładem mogą być zamknięte osiedla. Jest to zarówno symbol, jak i wyraz izolowania się od szerszego otoczenia w małych grupach.

Jeśli popatrzymy na zmiany zachowań i postaw Polaków, to widzimy rosnące rozczarowanie zmianą instytucjonalną. Coraz mniej entuzjastycznie oceniamy demokrację, coraz bardziej jesteśmy rozczarowani parlamentem, partiami politycznymi i innymi instytucjami. Polacy mają poczucie, że pod względem mocy budowania zaufania, wiarygodności i solidności instytucje niewiele się zmieniły. W dalszym ciągu nie tworzą one środowiska, które sprzyjałoby rozwijaniu się zaufania. Przepisy i reguły są sprzeczne i ciągle się zmieniają. W istocie rzeczy trudno jest nadążyć za rozwojem prawa. W samej Warszawie kompetencje są tak powikłane, że przeciętny mieszkaniec nie ma bladego pojęcia do kogo zadzwonić i kto jest odpowiedzialny, gdy na przykład pęknie hydrant na podwórku. Wciąż mamy wrażenie, że instytucje są dalekie od tego, żeby nam sprzyjać, czyli gwarantować realizację naszych praw cywilnych.

Zmiany zaszły niewielkie nie dlatego, że ludzie są coraz bardziej chciwi, albo nastawieni na pieniądze, ale dlatego, że kontekst instytucjonalny nie uległ wystarczającym zmianom, a wręcz przeciwnie – zaserwował nam wiele wstrząsów i rewolucji. Odpowiedzmy sobie na pytanie co się zmieniło w szkole czy przedszkolu, czyli podstawowych instytucjach z punktu widzenia budowania kapitału społecznego. Niezależnie od burzliwych reform nauczania techniki dydaktyczne praktycznie się nie zmieniły. W naszej szkole w ogóle nie promuje się działań zespołowych, a uczniowie nie mają poczucia sprawiedliwości, bo oceny stawiane są w sposób uznaniowy. Panuje zasada rangowania i hierarchizowania, bo nauczyciel mówi, że wszyscy nie mogą mieć piątek. Prowadzi to do przekonania, że aby ktoś był dobry, ktoś musi być beznadziejny.

Zbiorowa hipokryzja
– Czasami mam wrażenie, że jesteśmy krajem, który jest mistrzem świata w zbiorowej hipokryzji – opowiada prof. Anna Giza-Poleszczuk. Dużo jest w Polsce tajemnic poliszynela i rzeczy, o których nie mówimy, jak choćby kwestia tego jak wykorzystujemy fundusze strukturalne. Nie ma uczciwych dyskusji na temat tego, co nam się nie udało, więc w ogóle nie uczymy się z doświadczenia. Prywatnie ludzie mogą się przyznać, że fundusze unijne są marnowane w spektakularny sposób, ale nikt o tym nie powie publicznie.

Kabaret Moralnego Niepokoju, Wymiar sprawiedliwości


Na lepsze zmieniło się wiele segmentów życia, które pociągną za sobą następne. Bardzo przekształciły się samorządy, które są lepiej oceniane od władz centralnych. Zmienia się również sektor edukacji i służby zdrowia, ze względu na uruchomienie konkurencji. Największa zmiana, które nastąpiła i jest ogromną nadzieją, dotyczy trzeciego sektora. Pojawili się w różnej formie rzecznicy, sieci wsparcia i kanały artykulacji dla potrzeb obywatelskich, które są siłą potencjalnie zmieniającą życie w tym kraju. W sektorze sprawiedliwości mamy potężne organizacje, które zajmują się obroną praw człowieka, ale są też organizacje tworzone bardzo spontanicznie, które wspierają obywateli w pewnych szczególnych sektorach, jak np. obrona praw pacjentów.

Ludzie są coraz bardziej świadomi tego, że nie oni są winni, tylko instytucje muszą być bardziej stabilne i przejrzyste. Sprawia to, że instytucje coraz bardziej kreują grunt do tego, żebyśmy mogli i potrafili sobie ufać. Przykładem pokazującym, że możemy sobie ufać jest Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy (WOŚP), która z roku na rok zbiera coraz więcej pieniędzy, ale też jest to wielka manifestacja ludzi mówiących "zobaczcie nas z lepszej strony". Co ciekawe WOŚP jest nieodmiennie na pierwszym miejscu rankingu instytucji, które cieszą się społecznym zaufaniem, pomimo że zdarzały się różnego rodzaju nadużycia, ale mówiono o nich otwarcie i publicznie. Nie ma tutaj hipokryzji i ludzie mają poczucie przejrzystości i wiarygodności tej inicjatywy.

Zaczynając transformację byliśmy społeczeństwem bardzo egalitarnym, w którym szybko współczynnik zróżnicowania dochodowego wskoczył w Polsce na tyle, że zaczął przewyższać Szwecję i Holandię. Nikt w 1989 roku nie spodziewał się, że nastąpią tak silne procesy wykluczania i segmentowania całych grup, co działa przeciwko solidarności społecznej. Brak jasnych zasad i reguł prowadzi do wycofania, zwątpienia i niechęci, czyli wszystkiego, co zagraża kapitałowi społecznemu. Najważniejsze jest to, abyśmy przestali czepiać się ludzi i większą uwagę zwracali na instytucje. Przestańmy psychologizować, jeśli chodzi o kapitał społeczny i myśleć w kategoriach, że ludzie sobie nie ufają, tylko zacznijmy zadawać sobie pytanie czy ludzie mogą sobie ufać.

Z dr hab. Anną Gizą-Poleszczuk rozmawiała Sylwia Mróz, Wirtualna Polska (więcej)

Anna Giza-Poleszczuk, (ur. w 1955 roku) doktor habilitowany, pracownik Instytutu Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie kieruje Pracownią Badań nad Kapitałem Społecznym. W sferze teorii zajmuje się historią i współczesnością rodziny, problematyką kapitału społecznego i ekonomii społecznej.

czwartek, 7 maja 2009

Zasady Etyki Piłkarskiej, Zasada Opiekuńczości, cz. 10

Nauczycieli, instruktorów i trenerów obowiązuje obiektywizm w ocenie szans i poziomu gry zawodników, połączony z maksymalną życzliwością wobec podopiecznych, pozwalającą wykorzystać wszystkie ich możliwości i szanse dla dobra piłkarstwa klubów i samych sportowców. Od menagerów i lekarzy żądać należy bezwzględnego poszanowania zdrowia zawodników (ZASADA ŻYCZLIWEJ OPIEKUŃCZOŚCI).

NADOPIEKUŃCZOŚĆ
Jako cecha charakteryzująca relacje między rodzicami i dziećmi ma swoje źródło w postawach rodzicielskich. Postawa rodzicielska jest względnie stałą strukturą psychiczną ojca lub matki, odnoszącą się do dziecka. Kształtuje się ona w rodzicach w ciągu ich życia, począwszy od okresu dzieciństwa, kiedy to obserwowali swoich rodziców w roli rodzicielskiej. Postawa rodzicielska zawiera wiedzę rodziców o dziecku, ich uczucia wobec dziecka oraz działania podejmowane w stosunku do niego.

Określając charakter postaw rodziców (osobno ojca i matki) wobec dzieci, bierze się najczęściej pod uwagę cztery właściwości: 1. bliskość uczuciową między rodzicami i dziećmi, określającą wielkość dystansu emocjonalnego między nimi; 2. pomoc i wsparcie udzielone dziecku przez rodziców; 3. swobodę dawaną dziecku, wyrażoną częstotliwością ingerowania przez rodziców w wybory i decyzje podejmowane przez dziecko oraz wielkość pozostawionej dziecku samodzielności; 4. wymagania stawiane dziecku i stopień kontrolowania ich wypełniania.

Nadopiekuńczość (albo nadopiekuńcza postawa rodziców wobec dzieci) charakteryzuje się uczuciową koncentracją na dziecku, roztaczaniem nad nim nadmiernej opieki („parasol ochronny”) i częstym wyręczaniem dziecka w jego obowiązkach. Wyraża się ponadto okazywaniem dziecku przesadnej miłości i czułości z jednoczesnym pozostawianiem dużej swobody w zakresie dokonywania wyborów. Nadopiekuńczy rodzice pozwalają na wszystko, na co ono ma ochotę, ulegają jego najbardziej dziwnym żądaniom, rezygnując często ze swoich potrzeb. Tolerują niedopuszczalne czyny, jak bicie innych dzieci, pisanie po budynkach czy niszczenie przedmiotów. Rodzice nadopiekuńczy są słabi w ustalaniu zasad i ograniczeń postępowania, a jeżeli takie są od czasu do czasu ustalane, to rzadko egzekwowane. Konsekwencja w tym względzie nie jest mocną stroną rodziców nadopiekuńczych; przyjmują jako wystarczający każdy powód nierespektowania ustalonych ograniczeń podawany przez dziecko. Są bardzo wyrozumiali dla błędów popełnionych przez dziecko, zawsze znajdują dla nich usprawiedliwienie.

Przykłady niektórych rezultatów wychowywania dzieci przez nadopiekuńczych rodziców: dziecko wie, że jest u steru i może dowolnie kierować rodzicami; uczy się, że zasady są po to, by nimi dowolnie manipulować; dziecko przyzwyczaja się do koncentracji na swoich potrzebach i oczekiwaniach, potrzeby innych znajdują się poza jego zainteresowaniami; dziecko uczy się, że zaspokajanie potrzeb nie musi być połączone z obowiązkami, z wysiłkiem, że mogą być one realizowane kosztem innych osób.
Autor: W. i C. Backus, Moc rodziców, Lublin 1994; G. Smalley, Klucz do serca Twojego dziecka, Lublin 1995.

Artykuł ze strony (czytaj wiecej)

Kabaret Moralnego Niepokoju, Walka z bezrobociem

środa, 29 kwietnia 2009

Zasady Etyki Piłkarskiej, Zasada Rzetelności, cz. 9

Trenerzy zobowiązani są wpajać i egzekwować zachowanie zgodnie z duchem sportu, bezwzględnie zaś odsuwać od gry osobników, którzy nie rozumieją sensu piłki nożnej jako sportu i notorycznie sprzeniewierzają się jej wartościom (ZASADA RZETELNOŚCI TRENERSKIEJ).

Duchowe niedbalstwo
Wszyscy znamy z codziennego życia najróżniejsze przykłady niedbalstwa w takich dziedzinach jak nauka, praca, technika, zarządzanie itp. I wszyscy odczuwamy na sobie zgubne, tragiczne skutki tego schorzenia w postaci prymitywizmu, partactwa, bubli produkcyjnych, bałaganu i wielu innych zjawisk, rozkładających gospodarkę i niszczących jakość naszego życia. Obserwując życie społeczeństw, które zdołały zachować i pielęgnują takie cechy jak staranność i rzetelność, wyobrazić sobie możemy, jak straszną cenę przychodzi nam płacić za niedbalstwo. Nieodrobione do końca zadanie, niedomyślane przedsięwzięcie, niedokręcona śrubka, niedopilnowanie wykonania wydanego zarządzenia mimo pozornej niewielkiej „oszczędności” czasu, środków czy wysiłków przynosi w ostatecznym rozrachunku szkody, setki razy przewyższające te domniemane korzyści.

Niedbalstwo istnieje nie tylko w życiu powszednim, lecz także w życiu duchowym. Także i w tej dziedzinie jego skutki są niezmiernie żałosne. Słowo Boże mówi: „Przeklęty, kto wykonuje dzieło Pana niedbale” (Jr 48:10). Z tekstu tego wynika, że przez niedbalstwo można partaczyć także i pracę Bożą. Wynika z niego dalej, że ten, kto tak postępuje, jest nie tylko godzien nagany, lecz że znajduje się pod Bożym przekleństwem. A jak przejawia się niedbalstwo duchowe? Tak, jak w dziedzinie materialnej, może się ono przejawić na wiele różnych sposobów, gdy jednak chodzi o pracę Pańską, istnieje pewna szczególnie zgubna postać niedbalstwa. Mówi o niej druga część zacytowanego wersetu: „i przeklęty, kto powstrzymuje jego miecz od krwi”.

Niedbalstwo człowieka jest cechą, która przejawia się w równym stopniu we wszystkich dziedzinach jego życia. Jeśli ktoś wykazuje niedbalstwo w jednej dziedzinie, możemy być pewni, że z innymi dziedzinami nie będzie lepiej. Kto niedbale pełni swe obowiązki rodzinne, pracownicze czy społeczne, będzie na pewno partaczem także i w sprawach duchowych. Niezależnie, gdzie przejawia się nasze partactwo, jest ono dowodem naszej choroby duchowej i potrzeby duchowego uzdrowienia. Niedbalstwo jest cechą starej, nieodrodzonej, cielesnej natury, z której nie zdołamy wyzwolić się sami. Zbliżmy się w upamiętaniu i pokorze do Chrystusa, wyznając swoje zaniedbania, a On zdejmie z nas ten hańbiący łachman i oblecze nas w Swoją sumienność, staranność i rzetelność. Ćwiczmy się w tych cechach, przeglądając się w zwierciadle Jego Słowa, a nasze życie, jak i stosunki wokół nas, będą doznawały uzdrowienia. Przyniesie nam to zaszczyt i przyczyni się do chwały Bożej.

(Artykuł można znaleźć Tutaj)

Kabaret Moralnego Niepokoju, Prezenty na imieniny

środa, 22 kwietnia 2009

Zasady Etyki Piłkarskiej, Zasada Prawdy, cz. 8

Piłkarze nie mogą być kłamcami, symulantami i komediantami, z zamiarem wyciągania korzyści z oszustw i błazenady, przeciwnie muszą zawsze być gotowi do przyznania się do błędu lub faulu, nawet wtedy, gdy przynosi to określoną stratę drużynie (ZASADA PRAWDY).

Dlaczego kłamiemy? Poprzez kłamstwo można osiągnąć wiele, ale na krótką metę...

Dzieci i dorośli, kobiety i mężczyźni - wszyscy kłamią, choć nikt przecież tego nie lubi. Blef jednak może przynieść wymierne korzyści całemu społeczeństwu. Spójrzmy na nowo na stare pytanie - po co kłamiemy i co z tego mamy?

W wielu nowych badaniach poszukuje się zależności i regularności w sytuacjach, w których ludzie mijają się z prawdą. Pierwsze próby kłamstw wśród dzieci są "nieudolne" i przez to łatwo rozpoznawalne. Dzieci kłamią na temat imion, ulubionych kolorów czy posiłków tylko po to, aby sprawdzić, co się wydarzy. Pierwsze próby omijania prawdy pojawiają się w wieku trzech lat. Wtedy rozwijają się umiejętności językowego opisu świata oraz rozpoznawania i kontrolowania własnych stanów umysłu. Również w tym wieku dzieci poznały już zasady współżycia ze swoimi rodzicami i konsekwencje związane z ich przestrzeganiem i łamaniem.

Każdy z rodziców przekonuje swoje dzieci, że kłamstwo jest złe - jednak niektórzy z nich jednocześnie namawiają do kłamstw np. wtedy, gdy dzieci dostaną w prezencie od babci kłujący sweter, nad którym spędziła wiele wieczorów z szydełkiem. Jest to tak zwane kłamstwo prospołeczne. Wtedy staje się wygodną, tzw. sporadyczną strategią.

Dorośli zatem kłamią świadomie - jasno określają cel, który chcą z pomocą kłamstwa osiągnąć - np. podtrzymać dobre relacje z babcią - a czasem zyskują coś bardziej wymiernego. Otóż niemal połowa osób kłamie, zgłaszając się do lekarza z problemami z pamięcią, koncentracją, bólem głowy. Niektórzy wyolbrzymiają tylko swoje przypadłości, inni je wymyślają.

W swoich badaniach dr Raquel Vilar z University of Granada odkryła, że niemal połowa osób, które narzekały na urazy głowy, kłamie, aby zyskać jakiegoś rodzaju rekompensatę np. w formie pieniężnej. Ludzie ci nie cierpieli na hipochondrię czy obsesje - po prostu kłamali. A więc kłamstwo może być strategią pozwalającą zyskać coś przy nadarzającej się okazji.

Wnioski? Kłamstwo obciąża pamięć - wymusza zapamiętywanie informacji i osób w nie uwikłanych. Z drugiej strony zapewnić może podtrzymanie kontaktów społecznych (kłamstwo prospołeczne) oraz wymierny zysk ekonomiczny. A co z mówieniem prawdy? Ponoć, jeśli się go trzymamy, osiągamy sukces. Mówienie prawdy jest najprostszym rozwiązaniem, bo nie musimy pamiętać tego, co powiedzieliśmy. Zyskujemy w ten sposób zaufanie innych i możemy poświęcić energię na rozwiązywanie nowych problemów.

Krzysztof Tomanek (artykuł można znaleźć Tutaj)

Hrabi - Pojutrze: Wizja kłamstwa, prawdy

sobota, 18 kwietnia 2009

Zasady Etyki Piłkarskiej, Zasada Fair Play, cz. 7

Poza literą przepisów - od piłkarzy oczekuje się rycerskiej postawy "czystej gry". Przede wszystkim nie wykorzystywania losowych przewag i nieuwagi sędziów (ZASADA FAIR PLAY).

Gdyby zapytać przeciętnego człowieka o cechy osoby będącej jego autorytetem na pewno wymieniłby wśród nich uczciwość, honorowość, czy sprawiedliwość. Tak już jest, że podziwiamy tych, którzy są wzorami do naśladowania w każdym calu. Teoretycznie w świecie sportu jest podobnie, ale czy na pewno? Czy na okładkach czasopism pojawiają się twarze tych, którzy rzeczywiście na to zasługują? Czy słyszymy w telewizji o niezwykłej uczciwości jakiegoś sportowca? Odpowiedź jest prosta i daje sporo do myślenia - nie! Niestety nie...

Czym właściwie jest fair play? Definicja słownikowa mówi, że jest to honorowa, uczciwa gra. Oczywiście chodzi tu o coś więcej niż tylko niefaulowanie przeciwnika... Idealny sportowiec zawsze walczy czysto, odnosi sukcesy i - co jest niezwykle ważne - w życiu prywatnym również prezentuje postawę godną naśladowania. Ideałów jednak nie ma i nie zanosi się na to, by nagle się pojawiły. Każdy jest "tylko" człowiekiem i ma prawo do błędów oraz swoich słabości. I tego zmienić się nie da...

W policyjnych kartotekach widnieją nazwiska wielu postaci związanych ze sportem. Najczęściej brzemienne w skutkach wybryki zapisuje się na konta młodych, utalentowanych piłkarzy. Światowe potęgi futbolu jak Real Madryt czy Manchester United ściągają do siebie coraz to młodszych zawodników, którzy zarabiając niebagatelne sumy pieniędzy, przestają myśleć racjonalnie i zaprzepaszczają to, co już osiągnęli. Kierowanie pojazdem po pijanemu, awantury pod wpływem alkoholu czy gwałty powoli stają się codziennością. Wizerunek tak pięknego sportu jakim jest futbol powoli zaczynają niszczyć "gwiazdorzy", uważający się za "panów świata".

Takim kimś był George Best - zawodnik drużyny najbliższej memu sercu - Manchester United. Wielki talent, obdarzony niezwykłymi umiejętnościami technicznymi - szybko stał się idolem dla wielu. Każdy młody chłopiec zafascynowany piłką, chciał być taki jak on. Z czasem jednak awantury, zabawy do białego rana i opuszczanie treningów stały się dla niego codziennością. Przez wielkie pieniądze woda sodowa uderzyła mu do głowy - w kilka lat po tym, gdy został uhonorowany zaszczytnym tytułem najlepszego zawodnika Europy, zmienił się do tego stopnia, że nie mógł znaleźć zatrudnienia w żadnym klubie. W taki właśnie sposób świat futbolu traci wielu, dobrze zapowiadających się zawodników. Jest to przykre, ale głupota bierze górę nad rozumem.

Sportowiec walczący według zasad fair play polega wyłącznie na swoich umiejętnościach. Niestety częstotliwość afer związanych z dopingiem jest coraz większa. Wychodzą na jaw fakty, które miały być zatuszowane. Dochodzi do zgonów w trakcie imprez sportowych.

U zawodników coraz częściej wykrywa się niedozwolone środki (takie jak morfina, czy nandronol) oraz narkotyki. Kiedyś o dopingu mówiło się wyłącznie w świecie kolarskim, dziś jednak spotkać można go wszędzie: w piłce nożnej, lekkiej atletyce, czy kulturystyce. Jest to nie tylko niebezpieczne dla samych sportowców, którzy poświęcają własne zdrowie (a niekiedy i życie) dla kilku sukcesów, ale i dla samego sportu, który zaczyna tracić na wartości. A przecież uczciwa, czysta gra jest o wiele piękniejsza. Porównać wtedy można rzeczywiste umiejętności zawodników, a nie ilość podejrzanych środków jakie zażyli.

Któż nie zna Diego Armando Maradony? Niegdyś piłkarski autorytet dla wielu, niezwykły talent... Niestety poprzez zażywanie narkotyków stracił szacunek i poważanie. Sprawdza się powiedzenie "od bohatera do zera". Dziś Argentyńczyk w żaden sposób nie przypomina "Boskiego Diego" jakim zachwycał się świat futbolu. Stał się wrakiem człowieka - przybrał na wadze, widuje się go w klinikach odwykowych, a narkotyki coraz bardziej niszczą jego organizm. Jego przykład odosobniony nie jest - po narkotyki sięga coraz więcej "głodnych mocnych wrażeń" sportowców. Jest to kolejny dowód na to, iż o przestrzeganiu reguł fair play niewielu dziś pamięta.

Moim zdaniem zasady fair play powinny być dla sportowców tym, czym dla wierzących jest Dekalog - drogowskazem, wyznacznikiem tego jak powinni postępować. Niestety presja na nich wywierana przez media, kibiców i trenerów jest tak ogromna, że starają się oni za wszelką cenę osiągać najlepsze wyniki. Nierzadko uciekają się przy tym do podstępów i niedozwolonych środków, nie myśląc o konsekwencjach jakie mogą one za sobą pociągnąć. Niestety sport stał się areną show-biznesu. Dla wielu wartość traci widowisko (show), a na pierwszy plan wysuwają się pieniądze (biznes). I właśnie to najbardziej boli prawdziwych "koneserów" - zagorzałych, sportowych fanów, którzy szukają w sporcie uczciwości, honorowości i szlachetności. Czy jednak jest ktoś, kto może to zmienić? Obawiam się, że niestety nie - jeszcze przez długi czas o przestrzeganiu zasad fair play będą pamiętać tylko nieliczni zawodnicy i kibice spragnieni "prawdziwego" sportu...

Na podstawie, Klaudyna Gąsior, Fair play, z dnia: 06 19 2007, http://www.ithink.pl/artykuly/sport/inne/fair-play/

Kabaret Moralnego Niepokoju, Będzie Pan zadowolony

czwartek, 9 kwietnia 2009

Zasady Etyki Piłkarskiej, Zasada sprawiedliwości, cz. 6

Kto łamie przepisy regulaminu gry, powinien podlegać odpowiedniej i identycznej dla wszystkich karze, kto zaś wykorzysta swą przewagę i sytuacje strzeleckie, musi być nagrodzony uznaniem prawidłowo zdobytych goli, punktów i miejsc w tabelach (ZASADA SPRAWIEDLIWOŚCI).

Jeżeli chodzi o sprawiedliwość to w naturze tego pojęcia zawarte jest ukierunkowane działanie, mające na celu zachowanie pewnej proporcji. W codziennym życiu domagamy się aby ta zasada proporcjonalności była respektowana. Gdyby się zastanowić, to doświadczenie sprawiedliwości, lub jej braku, towarzyszy nam ciągle. Zarówno sztuka jak i sport stanowią pewnego rodzaju hybrydę życia. Zminiaturyzowanie czasu i miejsca dziania się widowiska teatralnego, czy imprezy sportowej w stosunku do codzienności nie deprecjonuje wcale tożsamości zasad obu światów. Zatem w sztuce i sporcie tak jak w codziennej egzystencji muszą obowiązywać pewne proporcje które szeregują, porządkują, i nadają spójny kształt wydarzeniom na deskach teatralnych czy widowiskach sportowych.

Zatem świat sportu jest również (a może powinien być przede wszystkim) terenem działania idei sprawiedliwości. Jeżeli sprawiedliwość jest pewna proporcją, to między kim a kim, czym a czym? W widowisku piłkarskim, którym tu się zajmiemy, idea sprawiedliwości obowiązywać będzie zapewne wszystki podmioty biorące udział w tym wydarzeniu. Podlegać jej zatem będą piłkarze, sędziowie, trenerzy, działacze, sponsorzy, kibice a ściśle mówiąc interakcje zachodzące między nimi. Lecz aby przejść do tych rozważań trzeba najpierw ustalić jaką stosować ideę sprawiedliwości, czy do wszystkich ma odnosić jednakowo czy jest ona jednokryterialna?

Spróbujmy przenieść niektóre koncepcje sprawiedliwości na grunt sportowy i sprawdzić czy również mają szansę zastosowania w tej materii.

Już Platon zainteresował się problemem sprawiedliwości. Według niego „sprawiedliwość polega na tym, żeby każdy miał to, co jest jego własnością i robił to co do niego należy”. Ta definicja tylko częściowo nadaje się do przeniesienia na naszą niwę. Jasne jest bowiem to że sprawiedliwość to, to co do niego należy, zatem piłkarze maja grać jak najlepiej sędziowie obiektywnie sędziować, trenerzy doskonalić zespół, działacze zapewnić opiekę nad zespołem, sponsorzy inwestować. Trudno jednak mówić o tym co jest ich własnością. Zgodzić się możemy, że ludzie idący na mecz i kupujący bilety stają się jak gdyby właścicielami meczu w tym sensie że mecz jest „robiony” dla niego, również sponsor może być właścicielem piłkarzy, natomiast co się tyczy pozostałych osób, to trudno im przypisać konkretne posiadania, pozostając oczywiście w ramach spektaklu sportowego.

Inną definicje przedstawia Arystoteles, dla niego sprawiedliwość to „środek między nadmiarem a niedostatkiem” - to równość. O równość również chodziło P. de Tourtoulonowi dala którego ideałem sprawiedliwości jest całkowita równość wszystkich ludzi, Jednak sprawiedliwość taka jest niemożliwa z wiadomych względów. Wbrew temu dzisiejszy sport dąży jednak do stworzenia równości szans, podział na konkurencja żeński i męskie stworzenie kategorii wiekowych, to są próby choćby równości częściowej, która zmierza do równości doskonałej, ale osiągnąć jej nigdy nie zdoła. Kiedy zaś taka równość została by spełnienia? Wydaje się że równość idealna jest ograniczona przez genotyp, jeżeli wszyscy ludzie rodziliby się z jednakowym potencjałem genetycznym, w jednakowych warunkach żyli i dorastali to być może. Albo drugie wyjście, wychodząc z założenia , że każdy człowiek ma swój jedyny i niepowtarzalny genotyp, organizować zawody dla ludzi o jednakowym genotypie. W taki wypadku każdy człowiek byłby skazany na samotna rywalizację, której wynik byłby z góry wiadom - pierwsze miejsce w swojej kategorii genotypowej. Dywagacje te chociaż utopijne mają na celu uzmysłowiene faktu, że podstawowa zasada sportowa równości w rywalizacji nigdy do końca spełniona być nie może. Wyraźniej jeszcze sprawiedliwość oparta na równości ulega autodestrukcji jeżeli przyjmiemy inny jej aspekt. Za pierwszym razem próbowaliśmi wykazać że „równość” jest nieosiągalna, czy może istnieć równość finalna? Pod wyrażeniem równość finalna mamy na myśli efekt działalności osobniczej, które doprowadzenie do spełnienia daje rozróżnianie tylko formalne a nie materialne. Chodzi o to co dzieje się teraz w dyscyplinach wysoce skomercjalizowanych (do nich zalicza się piłka nożna) o narzekaniach piłkarzy nisko zarabiających, o bajońskich sumach kontraktów. Widać że wprowadzenie zasady równo dla wszystkich (np. w piłce nożnej) jest nie możliwe, że cena zwycięstwa nie jest podzielona równo między zawodników. Zatem jakie kryterium powinno być przyjęte, aby każdy dostał to co się mu należy.

W analizie pojęcia sprawiedliwość, Ch. Perelman wymienia sześć kryteriów sprawiedliwości z których cztery wydają się być przydatne w analizowaniu sprawiedliwości w sporcie. Pierwsze z tych kryteriów mówi przeniesienie na teren piłkarski) że każdy piłkarz powinien być wynagradzany wg. jego zasług w zwycięstwo zespołu. Ta koncepcja prowadzi do tego, że każdy człowiek powinien być potraktowany wg. swoich propozycji immanentnych, zaangażowaniem swojej energii wewnętrznej itp. Trudność polega na tym żeby określić kryterium zasług, podzielić je, powartościować. Jest to sprawa niewątpliwie płynna i aby przyjąć kryterium, musimy to zrobić w sposób arbitralny, subiektywny. Nie jest to zatem forma doskonała sprawiedliwości.

Za drugie kryterium P. uważa, że należy wynagradzać w taki sposób jakie z ich pracy powstają dzieła. To kryterium w przeciwieństwie do poprzedniego eliminuje w ocenie wątki subiektywistyczne tj. stopień zaangażowania, poświęcenia, tylko czysto namacalny fakt. Jakie to dzieła występują w piłce nożnej? Dziełem jest niewątpliwie mecz wygrany, zremisowany lub przegrany, tylko że w takim ujęciu znów dokonujemy unifikacji, a nam chodzi o to w jaki sposób sprawiedliwie nagradzać jednostkę na tle innych jednostek. Istnieją piłkarze o których się mówi, że sami mogą rozstrzygnąć losy meczu i tu sytuacja wydaje się dosyć jasna. Ciekawym zjawiskiem ostatnio jest statystyczny sposób podchodzenia do sportu. Najlepiej uwidocznione to jest w lidze koszykarskiej NBA, gdzie o wartości piłkarza decyduje suma cyfr przy jego nazwisku. W piłce nożnej powoli również zaczyna funkcjonować statystyka, ale narazie tylko na poziomie drużyny jako całość. Aczkolwiek istnieją pewne przesłanki co do tego by zawodnika potraktować jako indywiduum (straty, bramki, przyjęcia piłki, obrony itp.).Taka koncepcja broni „każdemu wg. jego pozycji”. W świecie powszednim była to zasada uważana za arystokratyczną, ponieważ z góry promowała masę wyższą, panującą. Klasa wyższa często przy pomocy siły narzucała pręgierz prawa stanom niższym. Czy w sporcie mamy do czynienia z istnieniem tak określonej grupy, a jeżeli nie w tym stopniu, to czy istnieją takie jednostki, które maja uprzywilejowaną pozycję? wydaje się że takie zjawisko ma miejsce. Jednak charakter wyłaniania tych jednostek, grup uwznioślonych w sporcie, opiera się na innej zasadzie niż w życiu codziennym. Ma ona charakter bardziej obiektywny, sprawiedliwy. Nożna przyjąć że taką właśnie arystokracją w sporcie są ludzie którzy wypełnili status mistrza, ale nie tylko mistrza sportowego, jak również mistrza moralnego. Takich ludzi jest jednak niewielu i mimo to, że w ostatnich latach idea harmonii ducha i materii w sporcie rozkwita to dzieje się to częściej na kartkach papieru niż na arenie sportowej. Harmonia mistrza moralnego i sportowego nie wymaga wielkiego wysiłku. Nosi ona brzemię które podnieść jest trudno a co dopiero utrzymać. Dzięki niemu zdobywają oni pozycje którą można by nazwać arystokracją sportową. Dzięki tej pozycji we współczesnym nurcie płynie, sława, pieniądze, podziw, itp. Nie czerpią jednak profitów dzięki pozycji, którą by im ktoś z góry narzucił, robią to dzięki ciężkiej pracy hartowania ducha i ciała.

I ostatnie kryterium „każdemu według tego co przyznaje mu prawo” a inaczej mówiąc to: być sprawiedliwym, to przyznawać człowiekowi to co należy mu się wg. prawa, to stosować to prawo do takich samych sytuacji. W sporcie podstawowym egzekutorem prawa jest sędzia sportowy i na nim spoczywa największa odpowiedzialność na sprawowaniem nadzoru nad sprawiedliwością, To kryterium różni się charakterem od wcześniejszych koncepcji. Tam sami na jedną ścieżkę sprawiedliwości powinniśmy wejść, poprzez swoje przekonania moralne decydowaliśmy o wyborze kryterium, tu przekonania z góry są ustalone, a określa je ustawodawca w oknie formułowania prawa, w walce sportowej są to przepisy gry i sędzia sportowy staje się praktycznie pierwszą i ostatnią nieodwołalną instancją egzekwującą prawo. Dlatego wokół pracy sędziów (szczególnie piłkarskich narasta w ostatnim czasie tak wiele kontrowersji. Nie chcą tutaj mówić gratyfikacjach przede wszystkim finansowych dla sędziów którzy świadomie wypaczają wyniki meczu, bo to z prawem, jako jednym z kryteriów sprawiedliwości nie ma nic wspólnego. Chodzi przede wszystkim o to, że sędzia jako wykonawca prawa nie może pozostać, mimo najszczerszych chęci sędzią biernym, obiektywnym. Tak jest w prawie publicznym, gdzie sędzia nie odbiera bezpośrednio zjawisk, są one dla niego jakby odtworzeniem rzeczywistości a nie bezpośrednim widzeniem . Jeszcze wyraźniej widać to w pracy sędziego sportowego, gdzie o stosowaniu statycznego, biernego, obiektywnego prawa decydują subiektywne, mylne, czynne zmysły. Opierając się na moich przekonaniach, sędzia stworzyć może fałszywy obraz rzeczywistości, tak jak to miało miejsce w meczu MŚ USA ‘94, gdzie podczas meczu Belgia - Niemcy, szwajcarski sędzia Kurt Roetlisberger obserwując pewne zdarzenie ze złego miejsca, błędnie ocenił sytuację, stwarzając ty samym inną fałszywą rzeczywistość, która być może przesądziła o tym, że to do dalszych gier awansowały Niemcy, a nie Belgia. Wiele jest jeszcze różnych przykładów błędnego interpretowania zdarzeń, celem jednak jest wykazanie, że sędzia sportowy jest narażony na więcej pułapek, pomyłek co spowodowane jest charakterem jego pracy, a brzemię odpowiedzialności nie koniecznie musi być mniejsze. Istotna w pracy sędziego piłkarskiego wydaje się być również presja ze strony publiczności i kwestia przezwyciężenia jej nieraz za wysoką cenę. Rzecz może nie jest tak wyrazista na wielkich widowiskach piłkarskich gdzie tłum kibiców dobrze odgrodzonych i pilnowanych nie wydaje się bezpośrednio zagrażać sędziemu, gdzie okrzyki dezaprobaty zlewają się jeden z drugim dając w efekcie bezkształtną masę ludzkiego ujadania. Jaśniej widać to w meczach lig polskich od ekstraklasy po C - klasę. Przydział ten charakteryzuje się proporcjonalnie różnym narastaniem ilości ochrony i ilości kibiców. Ale pewnym jest że im niższa liga tym bezpieczeństwo arbitrów mniejsze, a co za tym idzie większa powinowatość na nastroje psychiczne kibiców, co w rezultacie może wyzwolić negatywną postawę sędziego.

Pojęcie sprawiedliwości zawsze zaprzątało uwagę różnych myślicieli, jednak nikt jeszcze nie doszedł do obiektywnej definicji tego pojęcia. Poszukiwanie właściwej definicji można by nazwać drogą zmniejszającej się je subiektywności. Na terenie sportu pojęcie to nie jest tak wyraziste. Zastrzeżenia budzą zarówno koncepcje moralne jak i koncepcja prawna. Żadna z nich nie jest jedynie słuszna i jedynie prawdziwa. Nigdy do końca obiektywnie nie będziemy wiedzieli, czy więcej należy się temu co bardziej zasłużył, czy temu kto wyprodukował więcej dzieł, tworów.

W piłce nożnej również spotykamy się z podobną mglistością i arbitralnością. Dlaczego na przykład lepiej opłacani są napastnicy od obrońców, to samo można powiedzieć o bramkarzach. Dlaczego w tegorocznej klasyfikacji France Footboll w pierwszej dwudziestce jest szesnastu graczy preferujący ofensywny styl gry, a w pierwszej pięćdziesiątce tylko dwóch bramkarzy. Zapewne decydują o tym pewne subiektywne kryteria (atrakcyjności, widowiskowości) nie uwzględniające innych istotnych składników gry. Każdy komu przyjdzie na myśl tworzyć swój arbitralny sposób pojmowania sprawiedliwości, powinien mięć na uwadze słowa Perelmana: „każdy system sprawiedliwości powinien pamiętać o swej niedoskonałości”.

Tu można przeczytać więcej

Kabaret Moralnego Niepokoju - Zjazd PZPdZ

środa, 1 kwietnia 2009

Zasady Etyki Piłkarskiej, Zasada gościnności, cz. 5

Należy przestrzegać kanonów gościnności, pamiętając, iż obowiązuje ona obie strony. Gościnność wobec obcych stanowiła historycznie pierwszy krok do wyjścia ze stanu pierwotnej dzikości i do dziś stanowi kryterium solidarności międzyludzkiej. Norma ta winna obowiązywać nie tylko sportowców, ale i wszystkich widzów (ZASADA GOŚCINNOŚCI).

Na naszych oczach zachodzą przemiany obyczajowe i to, co do niedawna akceptowała większość ludzi, wydaje się w fazie zanikania. I chyba nikt obecnie jeszcze nie wie, czy są to tylko przemiany chwilowe, długotrwałe, czy może już bezpowrotne? Ilustracją tego zjawiska może być systematycznie zmniejszająca się ilość osób fetujących imieniny w gronie krewnych oraz przyjaciół.

Zewsząd słychać głosy, że ten i ów nie wyprawia już imienin, choć są one nadal okazją do świętowania, albo obchodzi je wyłącznie w swoim środowisku pracy, ewentualnie w gronie osób, z którymi łączą go jakiekolwiek interesy. Czyżby to miało znaczyć, że szkoda nam czasu dla tych, którzy w niczym nie przyczynią się do kolejnego awansu, ani nie zdołają nic załatwić? Bo chyba nie wszystko można wytłumaczyć jedynie postępującym rozpadem więzi rodzinnych.

Jeszcze do niedawna wszędzie podkreślano staropolską gościnność, a i my sami byliśmy dumni, że nikt tak serdecznie nie potrafi ugościć innych, jak my. Nie trzeba chyba przywoływać malowniczych opisów z czasów saskich, które zawdzięczamy czcigodnemu księdzu Jędrzejowi Kitowiczowi, bo przecież większość z nas doskonale pamięta weseliska, czy choćby imieniny sprzed lat u cioci albo u przyjaciół. Opowiadał mi kiedyś przygodnie poznany jegomość, jakim szokiem był dla niego pobyt u krewnych w Niemczech, którzy nieszczególnie przejęli się jego obecnością: „To my, panie, przyjęliśmy ich w Polsce tak serdecznie, że stoły się uginały, a oni nie zadbali nawet o zawartość lodówki”. Cóż, skoro ów człek żył wedle odwiecznej, polskiej zasady „zastaw się, a postaw się”, to trudno się dziwić jego oczekiwaniom, że inni będą równie gościnni.

Nie zamierzam bronić gościnności ponad stan, ale ostatnio dzieje się coś niepokojącego: stajemy się coraz bardziej nastawieni na siebie i własne kariery zawodowe kosztem życia towarzyskiego. Mnożą się wprawdzie rauty, bankiety i przyjęcia, na których wypada bywać dla promocji własnej osoby i kariery osobistej. Ale tam chodzi nie tyle o przyjemne spędzenie czasu, ile o pokazanie się w gronie wpływowych osobników, aby podkreślić swoją przynależność do określonego środowiska. Na co dzień zaczynamy natomiast przechodzić z kultywowania wystawnych imienin na spotkania przy paluszkach oraz herbatce, a coraz częściej odwołujemy krewnych i przyjaciół, tłumacząc się brakiem czasu.

Nie należy, oczywiście, wysławiać obżarstwa i rozrzutności, ale ten nowy model zupełnie mi się nie podoba, bo zwiastuje nie tyle chwalebny umiar, ile przesadną oszczędność, a może nawet już skąpstwo. A to jest, jak wiadomo, paskudna przywara, cechująca z reguły ludzi o zasobnych portfelach, którzy na wszystkim oszczędzają, żałując sobie i innym. Stają się niewolnikami rzeczy — zdobytych, nierzadko, za cenę wielkich wyrzeczeń — i niezwykle trudno przychodzi im zdobyć się na dystans wobec nich. Cierpią więc na niedostatek ewangelicznego ubóstwa, które polega na takim panowaniu nad rzeczami, aby się do nich nadto nie przywiązywać, bo wtedy to one biorą nas w posiadanie. A wtedy zaczynamy irytować się, że mogą przyjść do nas goście, bo: ktoś usiądzie w naszym fotelu, sięgnie po naszą książkę, spróbuje dotknąć naszego samochodu albo pobrudzi butami nasz dywan. I koło się zamyka, ponieważ sami również niechętnie odwiedzamy tych, którzy każą nam przy wejściu zdejmować buty...

Michał Gryczyński, Gościnność inaczej (więcej)

Kabaret Moralnego Niepokoju, Święta i gościnność

środa, 25 marca 2009

Zasady Etyki Piłkarskiej, Zasada wzajemności, cz. 4

Każdy uczestnik meczu zobowiązuje się przestrzegać przepisów i reguł kultury, oczekując zarazem, iż przeciwnicy także zajmą podobną postawę (ZASADA WZAJEMNOŚCI).

Wzajemność. Jest to jedna z najstarszych zasad obowiązujących wśród ludzi. Jest ona obecna we wszystkich kulturach na całym świecie i jednocześnie jest zasadą najmocniejszą. Prawdopodobnie jest tak powszechna, bo pochodzi z pradawnych czasów. Wcześniej danie czegoś było oczywistą stratą. Umiejętność samodzielnego zdobycia dóbr ponad możliwość przejedzenia we własnym kręgu umożliwiła rozdawanie nadmiaru. Ponieważ innym także się to zdarzało, zauważono z czasem, że danie czegoś nie powoduje bezpowrotnej utraty. Obdarowany po jakimś czasie odwzajemnia się. Ci, którzy się nie wymieniali, z czasem wymarli. To była taka pradawna lodówka. Pozwalająca na swoiste “przechowanie” nadmiaru na później.

W książce Paulo Coelho Zahir nazywa się to „bankiem przysług”.
Dziś reguła ta wywiera najmocniejszy wpływ na ludzkie postępowanie. Wewnętrzna potrzeba odwzajemnienia przysługi jest najczęściej występującym mechanizmem w relacjach społecznych. Osoba, która tego nie czyni, odczuwa pewien dyskomfort i wstyd “życia z długiem wdzięczności”.

Reguła ta doczekała się wielu odmian praktycznych, a dziesiątki firm wykorzystują ją w swoich strategiach marketingowych. Darmowe próbki czy doradztwo, niezobowiązująca wizyta eksperta-doradcy w naszym domu — oczywiście wkalkulowane w cenę — rodzą zobowiązanie, że jeśli już, to z tą właśnie firmą. Negocjator ustępujący w rozmowach oczekuje tego samego od przeciwnika (metoda wzajemności ustępstw). Każdy doświadczony sprzedawca wie, że poważnego klienta zdobywa się, pokazując najpierw najdroższe oferty, a potem na ich tle te, które naprawdę chcemy sprzedać (metoda kontrastu). Jeśli chcesz pożyczyć 100 zł, poproś o 500, zaakceptuj odmowę i poproś o 100. Dostaniesz! Ty przecież coś dałeś, bo zgodziłeś się na odmowę w sprawie 500 zł. Teraz kolej na jakąś zgodę tej drugiej strony — wzajemność działa.

Dlaczego tak chętnie dziękujemy lekarzom, nauczycielom, profesorom, adwokatom kwiatami, eleganckimi prezentami, choć wcześniej płacimy im przecież za usługę? Bo liczymy na wzajemność następnym razem? Też. Ale także dlatego, bo chcemy myśleć, że to nasz dodatkowy (ponad zapłatę) rewanż za ich dodatkowe działania (nadzwyczajne, bardziej staranne) wobec nas samych.

Jak się bronić? Manipulacyjne wykorzystanie tej reguły polega na tym, że w ślad za stosunkowo małą przysługą, podarunkiem czy uprzejmością następuje niewspółmiernie duża prośba. W zasadzie jesteśmy pozbawieni szans ucieczki — w swoim własnym mniemaniu musimy odwzajemnić wcześniejszą przysługę. I robimy coś, nie mając na to zupełnie ochoty. Ale pytanie — czym ci się zreważuję — gna nas do tego jak ekspres Edgar do Włoszczowy.

Jak korzystać? Rozdawać to, co mamy w nadmiarze i co nas nic nie kosztuje: dobre słowo, uśmiech, informację, uprzejmość. Także komplementy, dostrzeganie działań innych ludzi, chwalenie ich za to. Wróci szybko — sami będą chcieli oddać!
Autorzy: Marek Skała, Andrzej Mleczko. Powyższe opracowanie jest fragmentem książki “Psychologia zmiany. Rzecz dla wściekniętych”.

Artykuł ze strony (więcej): http://manipulant.pl/regula-wzajemnosci/

Kabaret Moralnego Niepokoju, Telefoniczna rezerwacja biletów, Wzajemność i życzliwość usług...

środa, 18 marca 2009

Zasady Etyki Piłkarskiej, Zasada równości, cz. 3

Na boisku piłkarskim spotykają się zawsze rywale, którzy jako ludzie są tacy sami po obu stronach. Aby mecze miały sens, wszystkich muszą obowiązywać równe prawa i równe obowiązki (ZASADA RÓWNOŚCI).

Większość z nas jest przekonana o słuszności zasady równości wobec prawa oraz zasady równości szans w zdobyciu wykształcenia i osiągnięcia wysokiej pozycji społecznej. Każdy według zdolności i chęci. W życiu bowiem „nie o to bowiem idzie żeby innym sprawiać ulgę, a sobie utrapienie, lecz żeby była równość. Teraz więc niech wasz dostatek przyjdzie z pomocą ich potrzebom, aby ich bogactwo było wam pomocą w waszych niedostatkach i aby nastała równość według tego, co jest napisane: Nie miał za wiele ten, kto miał dużo. Nie miał za mało ten, kto miał niewiele" (2 Kor 8, 13-15).

Leszek Kołakowski powiedział, że: „Równość w ludzkiej godności i wynikająca stąd równość praw i obowiązków jest wymogiem, bez którego stoczylibyśmy się w barbarzyństwo. (...) Wiara w tę równość nie tylko chroni naszą cywilizację, ale czyni nas ludźmi”.

Lis zamilkł i długo przypatrywał się Małemu Księciu. - Proszę cię... oswój mnie - powiedział. - Bardzo chętnie - odpowiedział Mały Książę - lecz nie mam dużo czasu. Muszę znaleźć przyjaciół i nauczyć się wielu rzeczy. - Poznaje się tylko to, co sie oswoi - powiedził lis. - Ludzie mają zbyt mało czasu, abu cokolwiek poznać. Kupują w sklepach rzeczy gotowe. A ponieważ nie ma magazynów z przyjaciółmi, więc ludzie nie mają przyjaciół. Jeśli chcesz mieć przyjaciela, oswój mnie! (Antoine de Sait-Exupery) Daj każdemu szansę...

Daj dzieciom równe szanse


Wiersz
...jednak człowiek uczy się przez całe życie.
Nikt przecież nie powiedział że życie jest proste, nawet dla dziecka.
Szanuj mnie, żebym szanował innych...
wybaczaj, żebym umiał wybaczać...
słuchaj, żebym umiał słuchać...
nie bij, żebym nie bił...
nie poniżaj, żebym nie poniżał...
rozmawiaj ze mną, żebym umiał rozmawiać...
nie wyśmiewaj...
nie obrażaj...
nie lekceważ...
kochaj mnie, żebym umiał kochać...
uczę się życia od ciebie...

wtorek, 17 marca 2009

Greatest goalkeeper actions ever!

Greatest goalkeeper actions ever!
Warto zobaczyć, szczególnie trzy interwencje naszego bramkarza Jerzego Dudka. Pozdrawiam i miłego oglądania!!!

poniedziałek, 16 marca 2009

Dziś Święto św. Patryka

Dzień Świętego Patryka (ang. Saint Patrick's Day, irl. Lá 'le Pádraig lub Lá Fhéile Pádraig ) - irlandzkie święto narodowe obchodzone jest 17 marca. Święto patrona Irlandii - św. Patryka obchodzone jest również poza Irlandią, także w Polsce, co jest związane zarówno z popularnością kultury celtyckiej, jak i pewnymi podobieństwami kulturowymi społeczności. W innych krajach święto to związane jest przede wszystkim z serwowaniem tradycyjnego, irlandzkiego "zielonego" piwa oraz pokazami irlandzkich tańców i muzyki.

Dzień Świętego Patryka jest dniem wolnym od pracy. Irlandczycy w wielu miastach organizują festyny i uliczne pochody, w których dominuje kolor zielony - symbolizujący koniczynę, przypisywaną tradycyjnie świętemu Patrykowi.

Dzień św. Patryka obchodzony w Nowym Jorku, NY.


Dzień św. Patryka obchodzony w Chicago, IL.


Patryk nie był pierwszym misjonarzem krzewiącym chrześcijaństwo w Irlandii, jednak to legendy o nim są żywe do dziś. Według podań, w początku V w., nastoletni wówczas Patryk został porwany przez piratów i wywieziony jako niewolnik na wyspy Irlandii, skąd udało mu się jednak uciec i powrócić do rodzinnych stron w Brytanii. Niedługo potem jednak, skłoniony proroczymi objawieniami, powrócił w celu chrystianizacji tego pogańskiego kraju. Z pomocą koniczyny tłumaczyć miał istnienie Trójcy Świętej, przez co stała się ona powszechnie uważana za symbol tego kraju. Według legend przywracał wzrok ślepcom, ożywiał zmarłych, a kraj uwolnił od plagi węży, które symbolizować miały również zło. Pod koniec życia dokonał chrztu kraju

Ze św. Patrykiem wiąże się również legendę, że wygnał z Irlandii wszystkie węże. Wydarzenie to miało odniesienie do Biblii, gdyż w ten sposób Patryk miał wygnać zło z Irlandii. Irlandczycy przekonują, że ich patron był też wytrawnym piwoszem, ponieważ pastorał, który nosił, przypomina łopatkę do mieszania słodu.

środa, 11 marca 2009

Zasady Etyki Piłkarskiej, Zasada podwyższonej odpowiedzialności, cz.2

2. Futbol jest najpopularniejszym sportem na świecie i w kraju, toteż spoczywa na nim odpowiednio zwiększona odpowiedzialność za cały sport oraz za zdrowotne i moralne wychowanie młodzieży (ZASADA PODWYŻSZONEJ ODPOWIEDZIALNOŚCI).

Jonathan Carroll powiedział kiedyś, że „Jako rodzice zawsze musimy mieć skrzydła wystarczająco duże, aby otoczyć nimi dzieci i osłonić je przed krzywdą czy bólem. To figuruje w naszym kontrakcie z Bogiem, kiedy bierzemy na siebie odpowiedzialność za ich życie”.

Każdy z nas powinien przyjąć odpowiedzialność za drugiego człowieka. Swoimi zdolnościami powinniśmy przczyniać się do osiągnięcia celu jakim jest umocnienie wspólnoty, aby zapewnić jej przyszłą egzystencję. Sama dobra wola bowiem nie wystarcza. Potrzebne jest jeszcze poczucie obowiązku, dyscyplina oraz systematyczność. Poprzez sprawy małej wartości człowiek dochodzi do odpowiedzialności za sprawy wielkie. Dlatego postawa odpowiedzialności jest tak ważna w naszym życiu.

Ucieczka od odpowiedzialnośći, to ucieczka od życia. Emil Cioran powiedział kiedyś: „Jestem osobą pasywną, niezdolną do interwencji, a także nieodpowiedzialną; mam lęk przed wszelką formą odpowiedzialności. Na samą myśl o odpowiedzialności jestem chory”.

Jedną z cech człowieka dorosłego jest odpowiedzialność za własne życie zarówno w sferze fizycznej, emocjonalnej, intelektualnej, jak i duchowej. Odpowiedzialność jest podstawą samorealizacji człowieka, jego moralności i więzi społecznych. Istotą odpowiedzialności jest to, że człowiek sam przyczynia się do osiągania własnego dobra i dobra innych. Postawa odpowiedzialności, w najprostszym ujęciu, wymaga spełnienia czterech warunków: wiem, co robię, znam cel działania, przewiduję konsekwencje, przyjmuję i ponoszę te konsekwencje. "Człowiek musi się nauczyć brać odpowiedzialność za wszystko, co robi nie obwiniać tylko innych, gdy coś się nie wiedzie" słusznie powiedziała Brigitte Beil.

Wychowanie do odpowiedzialności za własne postępowanie dokonuje się najlepiej w dobrej atmosferze domowej, szkolnej, pracy, sportu i odpoczynku. Każdy z nas w duchu wolności ukierunkowanej na miłość powinien poczuwać się do odpowiedzialności za innych członków grupy do której przynależy. Żyjąc wraz z innymi, każdy z nas stopniowo odkrywa konkretne wymiary (współ)odpowiedzialności społecznej.

Neo-nówka i odpowiedzialnoć za Euro 2012

WIERSZ, Dominika Górnik
Odpowiedzialny każdy musi być,
Za to co robi i jak ma żyć.
Odpowiedzialny za swoje rzeczy i kolekcje,
Jak się przygotować na następne lekcje,
Odpowiedzialny za swoje w zeszycie gryzmoły,
Lub ładne pismo i rysowane przez siebie anioły.
Nie jesteś odpowiedzialny,
że koleżanki plotkowały,
A jak jesteś za wszystko, co twoje -
jesteś godny pochwały.

wtorek, 3 marca 2009

Zasady Etyki Piłkarskiej, Zasada właściwej proporcji, cz.1

Zasada 1. Piłka nożna jest sportem, toteż nie należy jej traktować ani wyżej od ważnych spraw życia, indywidualnych i społecznych, ani też niżej, degradując ją do poziomu niskich instynktów, handlu lub uprzedmiotowienia człowieka (ZASADA WŁAŚCIWEJ PROPORCJI).

W ostatnich latach media wciąż koncentrują się na harmonijnym rozwoju ludzkiego ciała. Zachęcają do nadawania mu możliwie najpiękniejszych kształtów, przestrzegania diet oraz prowadzenia zdrowego stylu życia, który zapewniłby nam dobrą kondycję fizyczną i długie życie. Tymczasem człowiek posiada nie tylko ciało, ale również umysł i ducha.

Wyznaczając sobie ambitne cele, pracujemy bardzo ciężko, coraz ciężej. Niejednokrotnie godzinom spędzonym w pracy towarzyszy zamartwianiem się o to, czy następnego dnia tę pracę będziemy nadal posadać. Lęk przed jej utratą wprowadza niepokój i nerwy. Recesja ekonomiczna w Ameryce zmusza nas to tego, że jestesmy jeszcze bardzej zajęci, zabiegani, zalatani. To prowadzi do coraz większego zmęczenia. Nie ma przez to poczucia, iż nasza praca i wysiłek prowadzą do czegoś wartościowego. I nawet kiedy osiągamy jakiś sukces, jakiś cel, to mamy wątpliwości, czy jest on odpowiedni i właściwy. Brak bowiem w tym radości przeżywanego życia. Myślimy częściej o tym, co było, niż o tym, co jest przed nami, a przecież nasze życie to „tu i teraz”.

Człowiek nie jest robotem i jeśli czujecie, że tak właśnie jest, to oznacza, że w naszym życiu brak jest pewnej harmonii i równowagi życiowej. Zasada zastosowania właściwych proporcji została zachwiana. Mając przed sobą tyle możliwości i wyborów, nie zawsze potrafimy wybierać dobrze. Rozdarci pomiędzy obowiązkiem robienia tego „co musimy”, a potrzebą kontaktów z innymi, mamy poczucie, że w imię tego obowiązku odwracamy się od wszystkiego, co niesie nam radość. W imię racjonalności niszczymy naszą spontaniczność, patrząc jak życie przecieka nam pomiędzy palcami. Wydaje się, że taka świadomość wśród domowników, kolegów, przyjaciół, jest coraz powszechniejsza.

Tymczasem odnalezienie harmonii oraz ustalenie właściwych proporcji w naszym życiu, jest jedynym sposobem na odzyskanie radości, a przede wszystkim poczucia sensu. Harmonijne życie jest procesem i kierunkiem, nie powinno zatem być celem samy w sobie. Aby odnaleźć ten kierunek należy pozbyć się zwątpienia i złej samooceny, a także należy przezwyciężyć zahamowania i lęki oraz opór wobec wszelkich zmian. Marzenia należy przekształcić w plan działania. Harmonia życia to umiejętność decydowania, ale i równowaga między rodziną, szkołą, sportem, rozwojem fizycznym, psychicznym i duchowym. Potrzeba nam zatem zachować właściwe proporcje między rzeczami, a ludźmi; między „posiadaniem”, a „byciem”, między pracą i modlitwą.

W naszym życiu ważna jest równowaga (indiferentia) w sferze emocji i uczuć. Potrzebna jest zasada zachowania pewnych proporcji. „Niepoukładanie” w sferze uczuć może wprowadzić chaos, który potrafi manipulować człowiekiem. Człowiek zachowuje się wtedy tak, jak niechciałby się zachowywać. Tymczasem człowiek powinien kierować swoimi uczuciami tak, aby osiągnąć wyznaczony cel, którym jest, wg św. Ignacego, założyciela jezuitów, „bycie z Bogiem, w niebie”; czyli cel ostateczny, dla którego zostaliśmy stworzeni. Zasada zachowania własciwych proporcji pomaga nam w stawaniu się coraz bardziej, w pełni, człowiekiem.